Gdyby mogła, już dawno padłaby gdzieś na drodze, całkowicie poddając się losowi, zbyt zmęczona, żeby biec dalej. Biegła jednak wytrwale, potykając się o kamienie. Z tego pozbawionego gracji biegu wyniosła już obdarte kolana, łokcie i nasady dłoni. To jednak była mała namiastka tego, co by się z nią stało, gdyby się zatrzymała.
Jej towarzysz radził sobie lepiej. Wyprzedzał ją o kilkanaście metrów i stale zmieniał dystans - raz przystawał, żeby zaczekać na nią, a innym razem wydłużał krok i zostawiał ją lekko w tyle. Uznała, że chce ją w ten sposób zmotywować, ale stwierdziła, że nic z tego. Pal sześć, co się z nią stanie.
Podczas ucieczki od czasu do czasu zerkali w tył, żeby sprawdzić jak daleko jest miasto. Kiedy linia horyzontu zakryła siedziby ludzkie, runęła na ziemię, nie mogąc załapać tchu. Po chwili zmaterializował się przy niej jej towarzysz.
-Jeszcze trochę, księżniczko, proszę. Ostrożności nigdy zbyt wiele -spojrzała na niego oczami nabiegłymi krwią, a on chyba zrezygnował z popędzania jej. Usiadł ostrożnie obok.
Chciałaby zapytać 'co teraz?' ale wiedziała, że on nie zna odpowiedzi.
-Będę za tym tęsknić- powiedziała, zerkając na licznik, którego czerwone migające cyfry wskazywały na pozostałe pięć minut życia.
-Ja też- odparł z uśmiechem. Wiedział, że siliła się na szarmancki ton, ale tak naprawdę nie będzie tęsknić za chwilami, kiedy do śmierci brakło kilku sekund. Nawet jeśli, to w mniejszym stopniu niż za tym, o czym myślał - i ona zapewne też.
Przez moment patrzył na własne przedramię, na którym czerwone cyfry mrugały dziko. Potem spokojnym ruchem wyciągnął z zawiniątka mały sześcian o krawędzi długości kilku centymetrów, na którym zamontowano licznik. Wskazywał on jedynkę i sześć zer.
-Gotowa? -spytał, z góry znając odpowiedź.
Był nią promienny uśmiech, którym go obdarzyła.
______
Aw, skończyłam.
Tymi dwoma słowami opiszę czas poświęcony na tworzenie prologu.